Bardzo często słyszę od znajomych czy kolegów z pracy, którzy właśnie wrócili z urlopu w słonecznej Italii, że zakochali się w tym kraju. Czasem idą o krok dalej i mówią, że ich życie na pewno byłoby lepsze jakby żyli we Włoszech i że tuż po powrocie zawsze wpadają w mini depresję. Oczywiście trudno się dziwić – Włochy to piękny kraj, idealny na zwiedzanie, plażowanie i odpoczynek, ale zawsze odpowiadam im na to narzekanie, że przecież w Polsce też można żyć po włosku. No właśnie, można?
Wielu naszych znajomych dziwi się, że mieszkamy w Polsce, a nie we Włoszech. Nie jesteśmy jednak wyjątkiem. Coraz więcej Włochów decyduje się na przeprowadzkę. Po pandemii emigracja z Italii wzrosła o 3%. Mnóstwo z nich wybiera właśnie Polskę na swój nowy dom.
Gdy pytam zakochanych w Italii znajomych, co takiego mają Włochy, że czujemy się tam tak dobrze? Pierwszą odpowiedzią jest zawsze ,,klimat” albo ,,pogoda” – tutaj poddaję się walkowerem. W Polsce mamy kapryśne lato, długą zimę i zdecydowanie za długą jesień. Ale czy na pewno tylko większa ilość słońca wpływa na to, że jak tylko wrócimy z Włoch to od razu chcemy tam wracać?
Na drugim miejscu wymieniane jest zawsze jedzenie i tutaj już widzę światełko w tunelu. W Polsce otwiera się coraz więcej włoskich restauracji. Część z nich to restauracje włoskie tylko z nazwy i nie mają nic wspólnego z prawdziwą włoską kuchnią; jednak wraz ze wzrostem imigracji Włochów do Polski, na kulinarnej mapie większych miast znajdziemy warte odwiedzenia restauracje.
Tutaj chciałabym podkreślić, że jedzenie dla Włochów to nie tylko oryginalne składniki i gotowanie wedle tradycyjnych receptur. Posiłek jest u nich celebracją, jest tematem wielu rozmów, wiąże się z konkretnymi zasadami. I właśnie tutaj bym się na moment zatrzymała.
Gdy jedziemy do Włoch, poza tym, że jemy najczęściej pyszne, lokalne potrawy, jemy je zgodnie z ich zasadami, o innej porze niż w domu i często siłą rzeczy celebrujemy posiłki bardziej niż w Polsce. Ilu z nas zdarzyło się poprowadzić miłą rozmowę z kelnerem we Włoszech, podjadać grissini zanim przyniosą nam zamówione danie, pozwolić obsłudze zasugerować nam odpowiednie wino do posiłku i dać się namówić na deser. To co możemy zrobić, aby czuć się bardziej włosko we własnym domu, to przygotowywać wspólnie posiłki, starać się jeść wszyscy razem przy stole, nie zajmować się niczym innym, tylko skupić się na własnym talerzu i osobie towarzyszącej nam w jedzeniu. Uważne jedzenie jest bardzo polecane przez dietetyków, dzięki niemu mamy przyjemniejsze odczucia smakowe, odkrywamy zapachy, rozróżniamy strukturę potraw, a co za tym idzie bardziej doceniamy posiłek. Dokładnie to samo podejście możemy zastosować pijąc poranną kawę. To od nas zależy czy ją w siebie dosłownie wlejemy, czy będziemy ją popijać ze smakiem.
Zawsze się uśmiecham jak teściowa pyta męża na Whatsappie ,,Co zjedliście dziś na obiad?” albo ,,Co przygotowujesz dziś na kolację?”. Na początku traktowałam to jako ingerencję w naszą prywatność, a teraz rozumiem, że jest to pytanie, które ma dla nich ogromne znaczenie i wiąże się przede wszystkim z troską. Każda włoska mama i babcia chce, aby dziecko/wnuk dobrze jadło. Przez dobrze nie mam na myśli zdrowo, ale smacznie. Teraz sama czasem pytam teściową o poradę lub inspirację co ugotować i mam pewność, że na taką wiadomość odpowie mi z ogromnym zaangażowaniem.
Ostatnio mieliśmy okazję spędzić trochę czasu w mieszanym towarzystwie, ze znajomymi męża i moimi. Polacy dziwili się jak dużo czasu Włosi poświęcają na rozmowę o jedzeniu, jak ważne jest dla nich ustalenie co zjemy na obiad, ile trwają zakupy spożywcze i przygotowania posiłków, a nawet nakrycie do stołu. A dla Włochów najdziwniejszym stwierdzeniem, które usłyszeli było ,,zjem cokolwiek, mam tylko 5 minut przed spotkaniem”.
Kolejną bardzo włoską rzeczą, którą pewnie część turystów bardzo docenia, a część przeklina jest tzw. pausa pranzo, czyli potocznie sjesta. Odpoczynek w ciągu dnia dla zapracowanych Polaków kojarzy się z czymś niemożliwym do wykonania. A gdyby tak spróbować zatrzymać się na chwile, poleżeć nic nie robiąc? Właśnie włoskie dolce far niente (słodkie nicnierobienie) tak bardzo nam się podoba jak jesteśmy tam na urlopie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć taką chwilę dla siebie również w domu. Może nie codziennie, może nie zawsze tuż po obiedzie, ale warto szukać i znajdować czas na małe przerwy w ciągu dnia, ponieważ pomagają nam się zregenerować.
Ostatnia rzecz, którą wymienię pewnie zabrzmi strasznie banalnie, ale Włosi doceniają małe rzeczy częściej niż my i są po prostu bardziej spontaniczni. Czekanie na wakacje, na specjalną okazję, na święto, aby zrobić coś wyjątkowego sprawia tylko, że odkładamy małe przyjemności w nieskończoność. Często gdy odkładam zakup czegoś co mi się podoba, bo może za drogie, bo może niepotrzebne, słyszę od męża ,,riguardati”, co dosłownie oznacza ,,zaopiekuj się sobą”. Zazwyczaj, mimo wszystko, mój ,,północny” umysł toczy wewnętrzną walkę zanim dojdzie do zakupu. Wtedy myślę sobie, że jakby to mój mąż chciał kupić sobie coś co mu się podoba, namawiałabym go do tego. Dlatego czasem warto spojrzeć na siebie oczami osoby, która chce dla nas dobrze i pozwolić sobie na małą frajdę. Prawie nigdy tego nie żałuję.
Na pewno każdy z nas kojarzy podobną scenę (albo z życia albo z włoskiego filmu): Włoch jedzie samochodem po wąskiej drodze, nagle zobaczył znajomego, zatrzymuje się na środku ulicy, włącza światła awaryjne i wychodzi pogadać zupełnie nie zważając na to, że ustawia się za nim kolejka samochodów. To idealny przykład spontaniczności i celebrowania małych momentów. Kto wie kiedy znowu spotkałby tego znajomego? Może umawiają się od dawna, ale nie mogą znaleźć czasu na spotkanie, więc wykorzystują tę chwilę na przywitanie się? W Polsce pewnie ta sytuacja zdenerwowałaby każdego, a tam dajemy im na to przyzwolenie – dlaczego? Bo wiemy, że leży to w ich kulturze i nawet troszkę się nam to podoba, że żyją na własnych zasadach.
Mogłabym kontynuować listę argumentów za tym, że w Polsce da się żyć po włosku, ale na dziś zostawię Was z piosenką. Wszyscy znamy włoski hit Felicità. Jego tłumaczenie znajdziecie w internecie, ale chciałabym przytoczyć trzy wersy oddające w jak prostych rzeczach Włosi odnajdują radość.
La felicità è un bicchiere di vino con un panino – Szczęściem jest kieliszek wina z kanapką
La felicità è una sera a sorpresa, luna accesa e la radio che va – Szczęściem jest nieplanowane, wieczorne wyjście, księżyc w pełni, radio, które gra
La felicità è una telefonata non aspettata – Szczęściem jest niespodziewana rozmowa telefoniczna
Jeśli następnym razem pojawi Wam się myśl wyjazdu do Włoch na poprawę humoru, zastanówcie się, czy nie możecie zrobić czegoś dla siebie tam gdzie jesteście. Riguardatevi! (Zaopiekujcie się sobą!)