Benvenuti al Sud

Sam koniec włoskiego buta, kraina czerwonej cebuli, siedziba ‚Ndranghet’y, przez Włochów żartobliwie zwana Calafricą, bądź Kalabristanem. Mowa oczywiście o Kalabrii, regionie który stał się moim domem na trzy miesiące.

‚Benvenuti al Sud’ to dosłownie ,,Witamy na południu”. Tak też brzmi tytuł filmu, który obejrzałam parę dni temu. Opowiada o Alberto z Lombarii (północ Włoch), który zostaje wydelegowany do pracy w okolice Neapolu i zderza się tam z totalnie inną, wręcz przeciwną, rzeczywistością. Przerażony kulturą południowej Italii, a raczej jej brakiem, powoli zaczyna rozumieć tamtejszą mentalność, wręcz utożsamiać się z nią, co w rezultacie pozwala mu zakochać się  w miasteczku Castellabate. Najpopularniejsza kwestia z filmu, którą wyrecytuje wam każdy Terrone (mieszkaniec południa)  to ,,Al Sud piangi due volte, quando arrivi e quando parti” (Na południu płaczesz dwa razy – kiedy przyjeżdżasz i kiedy musisz wyjechać) Cóż, ja wróciłam miesiąc temu i podpisuję się pod tym zdaniem obiema rękami. Film opiera się na stereotypach, panujących do dziś, wyolbrzymia je w zabawny sposób i przez to zarówno Terrone, jak i Polentone (mieszkaniec północy) oglądając go płacze… ze śmiechu.

Film jak najbardziej polecam, zarówno jego drugą część ,,Benvenuti al Nord” (Witamy na Północy), a także francuską, najprawdopodobniej oryginalną wersję.

Ja miałam okazję doświadczyć czegoś podobnego, gdyż świeżo po powrocie z mocno północnej (szczególnie mentalnie) Werony trafiłam do Kalabrii na 3 miesiące sezonu letniego, gdzie mogłam na własnej skórze sprawdzić czy wyśmiane w ,,Benvenuti…” tradycje to tylko bujna wyobraźnia reżysera, czy jednak spostrzeżenia wzorowane na rzeczywistości. Zdecydowanie – to drugie. Nigdy wcześniej nie odwiedziłam tego regionu, z prostej przyczyny, wszyscy włosi odradzali mi Kalabrię twierdząc, że to koniec świata i, że jeśli już tak bardzo chcę odwiedzić Afrykę, powinnam jednak jechać na Sycylię.

Język

Pierwsza rzecz, która może nie powinna mnie zadziwiać, w końcu nie pierwszy raz mam do czynienia z dialektami włoskimi. Jestem w pełni świadoma, iż we Włoszech język zmienia się co 20 km, każde miasto ma swój specyficzny dialekt, tym bardziej na południu. Od zawsze śmiano się z południowców, iż mówią po arabsku i rzeczywiście kalabryjskiemu zdecydowanie bliżej do arabskiego, niż do języka Dantego. Odnoszę się tutaj do dialektu w okolicach miasta Acconia, gdzie miałam okazję pouczyć się niektórych wyrażeń, od początku natomiast uświadamiano mnie, iż w Pizzo odległym o zaledwie 8 km część z tych zwrotów nie zostałoby zrozumiane.

IMG_4576
Pizzo

Dlaczego arabski? W języku włoskim litera H jest niema, występuje tylko w zapożyczeniach i sprawia ogromny problem Włochom uczącym się języka angielskiego dążącym do idealnej wymowy. W Kalabrii natomiast H występuje w co drugim słowie, gdyż praktycznie zastępuje literę F. Stąd na przykład wyrażenie Fermati qua, w Acconii zabrzmi ‚Hermatika. Temat jest zdecydowanie do rozwinięcia, jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest aż tak wkręcony w lingwistyczne niuanse jak ja.

news_img1_67369_calabrese.jpg
Poszukiwani znawcy kalabryjskiego do tłumaczenia – ogłoszenia policji walczącej z kalabryjską mafią – ‚Ndranghetą

Kuchnia

Mimo, iż kuchnię włoską zna każdy i nie ma chyba na świecie osoby która nie kochałaby pizzy to naprawdę każdy region zapewnia inne kulinarne doznania, nie tylko dla smakoszy. Z czego słynie kuchnia Kalabrii? Po pierwsze z cebuli. Tropea to ogromny eksporter słodkiej, czerwonej cebuli i wszelkich przetworów z niej zrobionych, między innymi dżemu. Aby nie kopiować tu blogów kulinarnych, opowiem po prostu o moim doświadczeniu z tamtejszym jedzeniem. Co tydzień w naszym hotelu odbywała się Cena Calabrese, gdzie obficie zastawionym, rzekomo lokalnymi produktami, stołom towarzyszył zespół ubrany w tradycyjne stroje, grający kalabryjską Tarantellę. Można by powiedzieć, że to taka trochę szopka pod turystów, ale także w pewnym stopniu kawałek ich kultury. Jednak te moje prawdziwsze zetknięcie z kalabryjską kuchnią miało miejsce na kolacji urodzinowej naszego kolegi zorganizowanej w garażu jego domu, we wsi Acconia di Curinga.  Już chyba głebiej w Kalabrię nie da się wejść i większej dziury, niż ta, znaleźć. Mamma i Nonna zastawiły cały stół domowymi potrawami. ‚Nduja – lokalna pikantna kiełbasa o konsystencji pasztetu, na ciepło Pipi e patati –  smażone papryki z ziemniakami i na deser moje ukochane figi z ogrodu babci, najlepsze jakie w życiu jadłam Tiramisù i przeedojrzałe melony. Wszystkiemu towarzyszyło domowej roboty wino, wyjęte z piwnicy dziadka specjalnie na tę okazję. Atmosfera przy stole niczym nie różniła się od obiadów włoskich z amerykańskich  filmów, przekrzykująca się rodzina, gestykulacje, dowcipy, przycinki, a wszystko w dialekcie który po dwóch miesiącach pobytu w miarę przyswoiłyśmy. Stojąca nad nami Mamma dokładała kolejne porcje powtarzając ‚Mangia che ti fa bene!’ (jedz, dobrze ci zrobi!). Wina kalabryjskie mnie nie zachwyciły, chociaż ich smak doskonale pasował do piekielnie pikantnych dań. Warto natomiast wspomnieć o lokalnym likierze na bazie ziół Vecchio Amaro del Capo. Ten 32-procentowy specyfik łączy w sobie zapach jałowca, mandarynki, anyżu itd. jednak przebijający się smak, to lukrecja, uprawiana na ogromną skalę w Kalabrii, z której produkuje się liczne słodycze, np. Amarelli. W tym punkcie muszę wspomnieć też o bardzo znanym Tartuffo di Pizzo – lody z płynną czekoladą w środku. Najbardziej znane w wariancie Nero – z ciemną czekoladą, ale miejscowe kawiarnie prześcigają się w innowacjach, oferując miedzy innymi al pistacchio – z pistacjową posypką lub bianco – z białą czekoladą.

IMG_2954
Tradycyjne Tartuffo Nero di Pizzo 

No i ten klimat

Plaż Kalabrii nie mogę nazwać najpiękniejszymi we Włoszech, miedzy innymi przez bezkonkurencyjną w tej kategorii Sardynię. Tutejsze wybrzeże charakteryzuje się rozległymi żwirowo-piaszczystymi plażami, które od hoteli oddzielają piniowe, zacienione lasy. Powietrze jest wilgotne i mimo 40 stopni, odczujemy minimum 50. Wszystkich zachwyca tu starannie zadbana i przede wszystkim stale nawadniana roślinność.

Najczystsze plaże znajdziemy w Tropei – małym turystycznym miasteczku należącym do regionu Vibo Valentia, słynącym z Kościoła na wzgórzu i wielu wydarzeń rozrywkowo-kulturalnych.

IMG-20150712-WA0012
Santa Maria dell’Isola – Kościół na wyspie

 

Miejsca, które nam udało się zobaczyć to Filadelfia, Vibo Valentia, Lamezia, Reggio di Calabria plus wcześniej wspomniane Tropea, Pizzo i Acconia.

IMG_4326
Il Lungomare Falcomatà w Reggio di Calabria, rozległa promenada zwana często ‚il chilometro più bello d’Italia’ (Najpiękniejszy kilometr Włoch), z której idealnie widać Sycylię i Etnę.

Podobno druga strona kalabryjskiego wybrzeża też ma wiele do zaoferowania, ale to sprawdzimy następnym razem, bo zdecydowanie zmieniam front, na Południe.

12336015_10203899451005390_1653651795_n

Reklamy

2 thoughts on “Benvenuti al Sud

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s