Lost&Found – zagubiona blondynka w Turynie

Seria niefortunnych zdarzeń w Turynie nie skończyła się na biegu na samolot. Byłoby zbyt pięknie i nie byłoby o czym pisać. Po tygodniu spędzonym w Ligurii i dwudniowym pobycie w prowincji Biella (około 45 min od Turynu) wróciłam, aby wyruszyć w 10 godzinną podróż Turyn-Rzym, z małym problemem – bilet, który kupiłam był na przejazd w odwrotną stronę.

Czytaj dalej →

Bieg po włoskie Święta

Niczego w życiu nie przewidzisz, a już na pewno nie zaplanujesz życia co do minuty – to nauczka dla całej mojej rodziny na Święta. Czasem właśnie ta jedna minuta może zmienić bieg wydarzeń. Jedna minuta i pisałabym ten post z Warszawy, zamiast z Włoch.
Czytaj dalej →

Czym pachnie i jak smakuje Taormina?

To już ostatni post dotyczący mojego pobytu w Kalabrii. Nadszedł zdecydowanie czas na pożegnanie się z wakacjami i wraz z nim to nastąpi. Poza Wyspami Liparyjskimi, miałam też okazję odwiedzić Taorminę.
W zasadzie spędziłyśmy tam zaledwie kilka godzin, ale to wystarczyło, aby zakochać się w tym cudownym mieście, niczym wszyscy pisarze opisujący tę ,,perełkę Sycylii”.

Czytaj dalej →

Rzucam wszystko, wyprowadzam się na Lipari!

Jednodniowa wycieczka to jakieś 6 h na statku, po dwie na każdej z wysp, niezliczona ilość miejsc zapierających dech w piersiach i mniej więcej 4 dni zapachu siarki na skórze.

Wyspy Liparyjskie, inaczej Eolskie (nazwa od boga wiatru Eola) administracyjnie należą do Sycylii, ale prościej dostać się na nie z Kalabrii, dlatego też się tam znalazłam.

Czytaj dalej →

Venerdi Gnocolar – karnawał po werońsku

Niby to tylko 115 km, niby sąsiedni region, ale karnawał w Weronie to coś zupełnie innego niż karnawał wenecki. W piątek 13-stego lutego miałam okazje zobaczyć il Venerdi Gnocolar (Gnocchi’s friday, czyli kluskowy piątek). Werona to jedno z niewielu miast, które może pochwalić się starożytnym pochodzeniem karnawału, który opisywany był już w księgach z 700-nego roku. Chyba tak bliskie sąsiedztwo z Wenecją jednak sprawia że mało kto o tym słyszał.

Czytaj dalej →

Przyćmiona przez Mediolan perła Lombardii

Gdzieś, ktoś mimochodem rzucił nazwę Mantova. Że był, że ładnie, że niedaleko, zostało w pamięci, ale nigdy nawet nie pofatygowałąm się, aby przeczytać coś więcej. W kolejny dzień poegzaminowej laby, zdecydowałyśmy, jedziemy jutro.

W Mediolanie od paru dni leży śnieg, a to przecież w tamtą stronę. Dodatkowo miasto otaczają trzy jeziora. Będzie zimno, pomyślałyśmy, ale według ilmeteo.it o 16:00 miało pojawić się nawet trochę Słońca. Szalę jak zwykle przeważyła odległość i cena biletu. To tylko 46 min albo jak kto woli 3,75 Euro stąd.

Czytaj dalej →

Pod (grudniowym) Słońcem Toskanii

Aż ciężko uwierzyć, że minął prawie miesiąc nowego roku. Za nami sesja, więc i więcej czasu. Powspominać święta zawsze miło, szczególnie takie – spędzone we Włoszech. Może i bez śniegu, może i nie tradycyjnie, ale z rodziną. A przy okazji zwiedziłam Toskanię i to tę inną – pozasezonową, chyba prawdziwą.

Lukka, Florencja, Viareggio, a nawet liguryjskie Riomaggiore – taki mniej więcej był plan. Bo czy zawsze trzeba siedzieć przy pełnym jedzenia stole i narzekać na dodatkowe kilogramy po świętach?

Czytaj dalej →